Rozdział II

niedziela, 29.listopada.2009, 11:01
- Że co proszę?!
- Słyszałaś – odparł spokojnie Reg, kiedy ja byłam na niego niewyobrażalnie wściekła.
- Jesteśmy przyjaciółmi! Przyjaciele się nie... mogę cię pocałować jedynie w policzek – stwierdziłam, że nie zaszkodzi się potargować.
- Jak nie chcesz się pojedynkować z Syriuszem to nie, dla mnie to nawet lepiej- powiedział młody Black i odszedł powoli w stronę jeziora. Miałam tylko parę sekund, żeby się zdecydować. W sumie to tylko jeden pocałunek, co prawda na oczach huncwotów i prawdopodobnie również większości uczniów, ale zależy mi na walce z tym zadufanym w sobie Gryfonem. Wiem również, że Regulusowi zależy przede wszystkim na wkurzeniu huncwotów, szczególnie Remusa i Syriusza, bo Potterowi raczej jakoś specjalnie na mnie nie zależy, w każdym razie ci pierwsi uważają, że trafiłam do Slytherinu przez przypadek i mimo, iż nie raz już udowodniłam, że tiara przydziału nie pomyliła się, to i tak nadal nie rozumieją, że moje miejsce jest w domu węża.
- Ok – wymamrotałam, a Reg przystanął i powoli odwrócił się w moją stronę.
- Mówiłaś coś? – zapytał niewinnie.
- Ok., zrobię to – powiedziałam tym razem głośniej, a Reg uśmiechnął się i z powrotem zaczął iść w kierunku jeziora. Szybko go dogoniłam i w milczeniu doszliśmy do sporej grupki ludzi, która zebrała się na błoniach, aby obserwować „pojedynek”. Przecisnęliśmy się przez tłum i zobaczyliśmy leżącego na ziemi Snape’a oraz stojących nad nim Pottera i Blacka, ten pierwszy trzymał w ręku różdżkę Severusa.
- I co teraz zrobisz Smarkerusie? Rzucisz w nas chusteczką?- Syriusz zaśmiał się ze swoich słów, a ślizgon wyrzucił z siebie serię przekleństw skierowanych w stronę huncwotów.
- To cię nauczy trzymania się z dala od Lily – powiedział Potter i uniósł różdżkę, w tym czasie wzrok starszego Blacka padł na mnie i na Rega, uśmiechnął się i powstrzymał Jamesa zanim ten wypowiedział zaklęcie.
- A kogo my tu mamy? Spójrz Smarku przyszła twoja ochrona – zadrwił Syriusz, a Potter przewrócił oczami i z niechęcią odwrócił się w naszą stronę, zostawiając Snape’a w spokoju. W związku z warunkiem Rega wspięłam się na palce i zamierzając go tylko szybko cmoknąć, oparłam dłonie na klatce przyjaciela. Na moje nieszczęście młody Black objął mnie w tali i zamienił zwykłe cmoknięcie w prawdziwy pocałunek. Nie powiem, całował naprawdę dobrze, ale i tak nie mogłam pozwolić, aby wymknęło mi się to spod kontroli, więc nie zwracając uwagi na opór chłopaka zakończyłam to nieszczęsne przedstawienie. Nie zdziwiły mnie miny huncwotów, Syriusz po prostu patrzył na nas szeroko otwartymi z zaskoczenia oczami, Remus, który, znany ze swojej łagodności, nigdy nie brał udziału w pojedynkach, teraz stał obok Blacka, a z jego różdżki sypały się czerwone iskry, świadczące o jego wściekłości. Potter natomiast ze znudzeniem patrzył gdzieś ponad nami, a kiedy wyczuł moje spojrzenie, uśmiechnął się i spojrzał z politowaniem na mojego brata.
- Daj spokój Remusie, lepiej się odsuń, my cię wyręczymy i nauczymy tę dwójkę dobrych manier – z jego twarzy nie schodził szyderczy uśmieszek, natomiast bracia Black nie spuszczali z siebie wzroku, gdyby spojrzenie mogło zabijać...
- Reg? Pamiętasz o naszej umowie? – spróbowałam złagodzić napięcie i przypomnieć przyjacielowi, że to ja miałam pojedynkować się z Syriuszem, bo ten już kierował różdżkę w stronę brata. Gdy tylko to powiedziałam spojrzał na mnie jakby lekko zdziwiony, ale nie tylko on, poczułam na sobie spojrzenia wszystkich zebranych uczniów. Wytrzymałam jego spojrzenie, chociaż chętnie odwróciłabym wzrok, czułam, że nie mogę się poddać, bo drugi raz nie będę miała takiej okazji. W końcu młodszy Black skinął głową i skierował różdżkę w stronę Pottera, stanęli naprzeciwko siebie. Darzyli się taką nienawiścią, że nawet się nie skłonili, co jest zwyczajem w czarodziejskich pojedynkach. Zaczęło się... wypowiedziane zostały pierwsze zaklęcie, błysnęły pierwsze strugi światła, a ja stałam tam jak ostatnia idiotka i obserwowałam rozwój wydarzeń zamiast zająć się swoim zadaniem. Nagle usłyszałam chrząknięcie. To Black zwrócił na siebie moją uwagę.
- Wybacz, ale nie zamierzam z tobą walczyć – oznajmił pozbawionym jakichkolwiek uczuć głosem.
- Przykro mi, ale chyba nie masz wyboru – odpowiedziałam unosząc różdżkę, ale on tylko się uśmiechnął i podszedł do mnie, po jego oczach poznałam, że całkiem nieźle się bawi, co doprowadziło mnie do furii. Znów się uśmiechnął i powiedział:
- Mam wybór – a ciszej, tak żebym tylko ja to usłyszała, dodał:
- Powiedzmy, że wygrałaś – po czym odwrócił się na pięcie i odszedł w stronę zamku. Nie mogłam nic zrobić, nie miałam pojęcia jak przekonać go żeby jednak wrócił i walczył. Z braku lepszego pomysłu pobiegłam za nim i zaraz tego pożałowałam, bo gdy się z nim zrównałam na jego twarzy pojawił się ironiczny uśmiech.

~~@~~
Szczerze mówiąc nie jestem tym rozdziałem zachwycona, ale nie mam zbytnio czasu, żeby napisać coś lepszego. Proszę o szczere komentarze :)
Camile
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Rozdział I

wtorek, 18.sierpnia.2009, 20:03
Długo mnie nie było, jakoś w te wakacje mam mało czasu, który tak szybko leci. Nie mogę uwierzyć, że już jest połowa sierpnia. Ten rozdział miałam już w sumie dawno skończony i chciałam go wstawić wczoraj, ale jakos nie wyszło.
W każdym razie zapraszam na pierwszy rozdział :)

~~@~~

Od tej pamiętnej Ceremonii Przydziału minęły cztery lata. Teraz zaczynam piątą klasę i mam na głowie zaliczenie Standardowych Umiejętności Magicznych, czyli krótko mówiąc SUMy. Po pierwszym tygodniu pobytu w Hogwarcie zadali nam tyle, że oprócz ogromnej ilości ubrań i innych niezbędnych rzeczy, w naszym dormitorium można utopić się w stercie pergaminów i książek, ale to jeszcze nic, wczoraj odkryłam, że rękaw mojej bluzki jest cały upaprany atramentem. No niestety, takie są uroki życia nastolatek.
Jest piątek, po lekcjach. Lato się jeszcze nie skończyło, słońce grzeje, przyroda wzywa. Grzechem byłoby siedzieć w zamku i pisać wypracowanie. Alex i Emma już dawno wyszły na błonia razem z resztą moich znajomych, a ja zostałam w dormitorium, mając w planach trochę je ogarnąć. Jednak gdy miałam już się za to zabrać, stwierdziłam, że nie mam pojęcia od czego zacząć. Tak więc bałagan jak był tak jest i chyba nic go nie ruszy. Żadna z nas nie zna na tyle dobrze domowych zaklęć, więc nawet jako czarownice nie mamy z nim szans.
- Cześć ślicznotko – odwróciłam się i ujrzałam wysokiego bruneta, który opierał się o framugę drzwi. Włosy, sięgające lekko za ramiona miał związane czarną gumką, uśmiechał się, a jego stalowe oczy zdawały się przeszywać mnie na wylot. Regulus Black, mój najlepszy przyjaciel i młodszy brat Syriusza Blacka, który z kolei jest przyjacielem mojego brata.
- Cześć Reg. Mógłbyś czasem pukać. A gdzie reszta?
- A po co nam reszta? Chyba potrafimy sami się sobą zająć, co Cam? – zaśmiałam się pod nosem.
- Przystopuj trochę przystojniaku. Znasz moje zdanie na temat związków w paczce. Nie ma takiej opcji, nie zamierzam niszczyć naszej przyjaźni.
- Ja nie mówiłem nic o związkach – odparł i z łobuzerskim uśmiechem na twarzy oparł ręce na poręczach krzesła, na którym siedziałam, i pochylił się tak nisko, że nasze twarze dzieliło tylko kilka centymetrów. Uśmiechnęłam się, ale równocześnie położyłam mu dłoń na piersi i odepchnęłam lekko. Nie stawiał oporu, ale uśmiech znikł mu z twarzy. Wyprostował się i jak gdyby nigdy nic rozłożył się wygodnie na moim łóżku, opierając głowę na podłokietniku i rozglądając się po pokoju.
- Zastanawiałem się dlaczego nie ma cię na błoniach ze wszystkimi – powiedział po chwili milczenia.
- Chciałam tu trochę posprzątać – mruknęłam patrząc na rozrzucane po pomieszczeniu rzeczy.
- Jasne, widać na pierwszy rzut oka, że ktoś tu sprzątał – stwierdził z ironią, a ja rzuciłam w niego pierwszą rzeczą jaka mi wpadła w ręce. Jako szukający, Reg ma szybki refleks, więc złapał zwinnie to coś zanim uderzyło go w twarz. Jak się okazało uniknął ciosu pudełkiem po karmie dla sów, które odrzucił w kąt pokoju.
- Przynajmniej miałam dobre chęci. Gdzie reszta? – westchnął, ale odpowiedział:
- No więc, dziewczyny są nad jeziorem, Lucjusz chodzi gdzieś ze swoją Cyzią – chłopak skrzywił się lekko na myśl o swojej młodszej kuzynce w ramionach Malfoy’a – a Severus studiuje swój podręcznik od eliksirów, kręcąc się jak zwykle niedaleko tej szlamy Evans – powiedział, wywracając oczami.
- Jak tak się będzie dalej kręcił to Potter znowu mu się dobierze do skóry- stwierdziłam.
- Tak, a kto go będzie musiał ratować?
- My! – odpowiedzieliśmy razem i wybuchneliśmy niepohamowanym śmiechem. Nie ma to jak dobry kumpel, a w dodatku z poczuciem humoru.
- A tak na poważnie, to pogadaj z Lucjuszem, jeśli ci przeszkadza, że spotyka się z Narcyzą – powiedziałam, siadając obok niego na łóżku i opierając się o jego ugięte kolana.
- Mi to nie przeszkadza, zresztą Narcyza ma już swojego obrońcę. Gdyby Lucjusz ją zranił Bella mu pokaże jak to jest gdy zadziera się z Blackami. Po prostu nie wiem co on w niej widzi i mdli mnie na samą myśl o tym, co mogą w tej chwili robić – skrzywił się, a ja zaśmiałam się. To było najmniej sensowne wyjaśnienie jakie w życiu słyszałam, ale obiecałam sobie, że już więcej nie poruszę tego tematu. Niestety nie było mi dane dotrzymać tej obietnicy.
- Tak w ogóle, to powinnaś wiedzieć, że to jest chyba tak na poważnie. No wiesz... Lucjusz i Narcyza – powiedział, patrząc na mnie z niepokojem. Westchnęłam, wiedziałam, że obawia się mojej reakcji na tą rewelacje.
- Domyśliłam się. Gdyby była jego kolejną zabawką, już dawno by to zakończył, ale i tak jestem zła, że sam mi tego nie powiedział.
-Chciał, ale uznałem, że lepiej będzie jak ja ci to powiem, bo wiesz... on chce ją wkręcić do Snake’ów – powiedział to szybko i natychmiast odwrócił wzrok. Snakes to nazwa naszej paczki, do której należą: Emma, Alex, Lucjusz, Severus, Regulus i oczywiście ja. Snake, czyli wąż, to godło Slytherinu. Nazwa wymyślona w pierwszej klasie i jak na dzieciaki przystało jest trochę banalna, ale tak się już przyjęło i nikomu nie chciało się tego zmieniać. To trochę nie typowe dla Ślizgonów, aby trzymać się w tak dużej grupie, ale nam to jakoś nie przeszkadza. Zresztą rzadko spędzamy wolny czas wszyscy razem i w żaden sposób się nie ograniczamy. Alex i Emma najczęściej trzymają się tylko we dwójkę, ja najbardziej zaprzyjaźniłam się z Regiem, może dlatego, że gramy razem w drużynie Quiditcha, a co do Malfoy’a i Snape’a, to każdy z nich chodzi własnymi drogami.
- Nie ma mowy! – krzyknęłam – od czterech lat jest nas szóstka i nie zgadzam się na żadne zmiany, nie pozwolę Lucjuszowi wszystkiego zepsuć! Przecież on w tym roku kończy szkołę i co my zrobimy z jego przesłodzoną Cyzią?! O nie, niech to sobie wybije z głowy, bo ja w życiu się na to nie zgodzę.
- Wiedziałem, że tak zareagujesz i jestem po twojej stronie, ale nie lubię jak na mnie krzyczysz – powiedział i chciał udać obrażonego, ale nie udało mu się powstrzymać uśmiechu. Nagle drzwi dormitorium otwarły się z hukiem i stanęła w nich zdyszana Alex. Wyglądała jakby właśnie przebiegła kilka kółek wokół jeziora, jej kasztanowe loki sterczały na wszystkie strony.
-Alex? Co się stało? – zapytałam.
- Huncwoci – powiedziała tylko i opadła na najbliższe lóżko.
- Tak myślałem, w końcu musieli go dopaść – Reg zaśmiał się pod nosem i wyszedł z pokoju.
- Zaraz się nimi zajmiemy, a ty Alex lepiej spójrz w lustro i doprowadź się do porządku – spojrzałam na nią z politowaniem i wyszłam za przyjacielem. Nie wiem co ta dziewczyna robi w Slytherinie, Tiara Przydziału jest już chyba tak stara, że myli Ślizgonów z Puchonami, no ale nic nie można z tym zrobić.
Jakoś specjalnie nam się nie spieszyło. Już nie raz ratowaliśmy Severusa przed Huncwotami. Spojrzałam na Rega, ale ten szedł zamyślony i nie zwracał na mnie uwagi. Zapewne myślał o kolejnej konfrontacji ze swoim bratem. Jakoś nigdy nie pozwalał mi pojedynkować się z Syriuszem, chociaż sam jeszcze nigdy z nim nie wygrał, a przynajmniej jeśli chodzi o szacunek, bo z czarami różnie bywało. W oczach wszystkich uczniów Hogwartu, z wyjątkiem Ślizgonów, Syriusz jest zawsze lepszy od brata. Jest starszy, przystojniejszy, bardziej wygadany i wyluzowany, a przede wszystkim jest Gryfonem, wiec każda taka potyczka kończy się upokorzeniem młodszego Blacka. Tym razem nie zamierzałam do tego dopuścić.
- Syriusz jest mój – powiedziałam tonem nieznoszącym sprzeciwu. Reg uśmiechnął się i powiedział:
- W Twoich snach.
- A wiesz, że śni mi się to ostatnio dosyć często – zaśmiałam się cicho, widząc jego minę.
- Śni Ci się mój brat?! Zresztą to nie jest teraz ważne. Wiesz, że muszę się w końcu odegrać, nie wtrącaj się do tego.
- Przecież doskonale wiesz, że nie dasz rady. Daj mi raz spróbować – poprosiłam, robiąc minę niewiniątka. Reg przystanął, a po chwili na jego twarzy zagościł łobuzerski uśmiech. Zaczęłam się bać jaki postawi warunek.

~~@~~

Mam nadzieję, że się spodoba. Jeśli porobiłam błędy to piszcie, a na pewno je poprawię. Jeśli ktoś pragnie być powiadamiany o nowych notkach to proszę o wpisanie się do księgi gości, dziekuję :)
Camile
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Prolog

niedziela, 21.czerwca.2009, 18:20
Mam nadzieję, że się spodoba. jeśli ktoś chciałby być powiadamiany o nowych notkach, to proszę o wpis do księgi gości, dziękuję. Szablon może trochę nie pasuje do treści, ale strasznie mi się podoba.

~~@~~

- Remus!!!
- Tak?? - w drzwiach niewielkiego pokoju o granatowych ścianach stał dwunastoletni blondyn z łobuzerskim uśmiechem na twarzy. Taa... to mój rok starszy brat, Remus Lupin, jak on mi działa na nerwy. za trzy godziny musimy być na dworcu, a mój ukochany braciszek zwinął mi moją ulubioną zieloną bluzkę.
- Gdzie moja bluzka??
- nie wiem o czym mówisz - odparł niewinnie.
- Remusie, ja nie mam czasu się teraz z tobą kłócić!!!
- Ja też nie, więc wybacz - i wyszedł, jak zwykle ze stoickim spokojem.
Eh... do diabla z tą bluzką, w Hogwarcie i tak trzeba nosić długie, czarne szaty. Tak, jadę do Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie, w końcu moje największe marzenie się spełni. Zamknęłam kufer i zaczęłam męczyć się z nim, aby ojciec mógł zapakować moje rzeczy do bagażnika naszego zupełnie niemagicznego Forda.
W końcu jesteśmy na peronie. Kufry już w pociągu, trzeba tylko grzecznie wysłuchać wszystkich rad i ostrzeżeń rodziców i za parę godzin zacznę swoja przygodę z magią. Tak, tylko czy znajdę kogoś, kto pomoże mi przetrwać te kilka godzin w podroży? Mam nadzieję. Zajęłam zupełnie pusty przedział i trochę tego żałując, obserwowałam ciągle zmieniające się widoki za oknem. Nagle drzwi otworzyły się i stanęły w nich dwie dziewczyny, chyba w moim wieku.
- Możemy się dosiąść? Wszystkie przedziały już zajęte - powiedziała wyższa z dziewcząt, była również szczuplejsza od swojej koleżanki. Miała piękne, sięgające pasa blond włosy i śliczne błękitne oczy, gdyby była parę lat starsza, można by ją uznać za modelkę albo gwiazdę filmową. Przynajmniej druga z nich nie przyprawiała o kompleksy, była niska i miała problemy z nadwagą, ale nie była brzydka. Jej kasztanowe loki opadały na ramiona, a piwne oczy, otoczone długimi, czarnymi rzęsami, śmiały się do wszystkich.
- Jasne, siadajcie - odpowiedziałam be większego namysłu - jestem Camile.
- Dzięki, jestem Alex, a to Emma - powiedziała wesoło niższa z koleżanek. No, przynajmniej nie będę się martwić brakiem towarzystwa w podróży. Dziewczyny okazały się naprawdę fajne i coś mi mówi, że znalazłam towarzystwo nie tylko na podróż, ale i na całe siedem lat szkoły, a właściwie to ono znalazło mnie.
Po godzinie podróży drzwi przedziału ponownie się otworzyły...
- Cześć dziewczyny! - w drzwiach stał słodki chłopak, którego czarne włosy opadały nonszalancko na twarz. Obok niego stało równie słodkie ciacho, a za nimi stał nie kto inny, tylko mój braciszek. Na twarzach całej trójki gościły łobuzerskie uśmiechy, a ich oczy mierzyły nas od stóp do głów. Kiedy zauważyli z jakim zdumieniem się im przypatrujemy, zaśmiali się szyderczo i odeszli. Tak poznałyśmy "boskich" huncwotów, ale z nas idiotki...
Za chwilę spełni się moje największe marzenie. Ceremonia Przydziału trwa i ta sztywna pani profesor zaraz wyczyta moje nazwisko.
- Lupin Camile! - podeszłam do stołka i drżącymi rękami wcisnęłam na głowę Tiarę Przydziału. nie czekałam nawet trzech sekund, gdy rondo kapelusza rozwarło się...
- SLTHERIN!!! - uśmiechnęłam się i spojrzałam na mojego braciszka, wyglądał jakby dostał w twarz. Teraz to ja zaśmiałam się szyderczo i odeszłam, by zając miejsce między Alex i Emmą, przy stole Ślizgonów.

~~@~~

Mam nadzieję, że nie porobiłam zbyt wielu błędów, ale gdyby jednak to przepraszam :)
Camile
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:


Menu



O sobie
Zapamiętaj

Księga

Patrz
Pisz

Przyjaciele



Archiwum


2009
czerwiec (1)
sierpien (1)
listopad (1)



Inni




Wystrój


Szablon i HTML wykonała Megami
Pobrano z Fringue
Dopasowany do serwisu Mylog.pl